Dlaczego mnie okłamujesz?

Blog o grafice komputerowej i rysowaniu
Śledź mnie

Dlaczego mnie okłamujesz?

By Justyna   /     Mar 03, 2016  /     Blog  /     ,

Weszłam ostatnio na pewnego bloga. Obejrzałam, poczytałam i stwierdziłam, że jest spoko. Przeszłam na stronę „O mnie” i dosłownie padłam, kiedy zobaczyłam zdjęcie. ‚To ona, ja ją znam doskonale z reala!”. Tysiąc myśli przeszło mi przez głowę w jednym momencie, ale najważniejsze było jedno pytanie…..

W pierwszej chwili musiałam się dobrze przyjrzeć, czy to ona. Wiecie, klasyczne zdjęcie „z góry, z lotu ptaka” zakrywające drugą brodę i tuszę przy okazji. Karpik kurde, prosto z wody. Przez chwilę miałam odruch jak z lat szczenięcych. Chciałam trochę pohejtować, bo nie tak ją zapamiętałam, coś mi tu nie grało. Powstrzymałam się jednak.

Wszystko w jej życiu wyglądało jakoś tak inaczej, ładniej, doskonalej. Przecież zawsze śmiała się z pasji do fotografowania „Jak można to lubić?”. A jej zdjęcia w tym momencie wyglądały tak, jakby poświęcała na nie dużo czasu. Nigdy nie lubiła białego koloru, a na blogu pełno bieli, różu, pasteli.

Pomyślałam w pierwszej chwili, że się zmieniła. No tak, ludzie się przecież zmieniają. A z drugiej strony pomyślałam, że może wszystkich okłamuje? To wszystko może być przecież wyidealizowane, podrasowane, upiększone na pokaz?

I wiecie co ? Przeraziłam się. Dosłownie się przeraziłam!

Nie lubiłam różu

Ja też nie lubiłam różu. Szczerze mówiąc, gardziłam tym kolorem. Ja też nie przepadałam za fotografią i śmiałam się, kiedy widziałam, że ktoś poświęca swój cenny czas na cykanie zdjęć robaczkom i roślinkom. Grafika komputerowa? Sądziłam, że się do tego nie nadaję. Był taki czas, że fascynował mnie tylko webdesign.

A teraz? Uwielbiam robić zdjęcia. Do tego zawsze są one przemyślane, wymuskane, poświęcam na nie dużo czasu. Nie pokazuję brzydkich rzeczy z mojego życia, nie mówię o kłótniach z mężem, problemach w pracy i z dzieckiem. Na wszystko mam sposób, robię takie ładne rysunki.

Zadałam sobie wtedy pytanie: czy ja okłamuję tak samo jak moja koleżanka z dawnych lat? Na ile my jesteśmy prawdziwi w tym całym internecie? Przemyślenia jeszcze dodatkowo podsycił serial UnREAL, który ostatnio oglądam. Pokazane jest w nim dokładnie, jak powstaje reality show. 

I chociaż wiem, że telewizja jest jaka jest, wszystko jest wyreżyserowane, to jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że w internecie rządzą te same prawa!

Jakby się tak zastanowić…

Jakby się tak zastanowić nad blogowaniem: tak naprawdę NIKT nie pokazuje siebie ze złej strony. Blogerzy nie mają wad – są świetnie zorganizowani, mają ładne, posprzątane domy, grzeczne dzieci, wspaniały mężów i narzeczonych, którzy nawet w blogowaniu pomagają. Mają kota, który nigdy nie sika i psa, który nie choruje. Jeżeli już się coś złego dzieje, na wszystko mają gotową receptę i choćby cuda się działy, wyjdą z opresji z wielkim spokojem. A co najgorsze: chwalą innych blogerów. Piszą u nich komentarze, chociaż jestem pewna, że w 80% nie interesuje ich tematyka, którą autor porusza. Mówią: „Chodźcie do mnie, odpowiem na każde pytanie”, a tak naprawdę nigdy nie mają czasu odpisać wszystkim.

I to ma być prawdziwe? I to jest medium, które my tak bardzo obdarzyliśmy zaufaniem? Nasze blogi są typowym reality show: to się wytnie, tu się podrasuje, tu trzeba dodać więcej emocji, żeby nie było nudno. A co najgorsze: niektórzy już wynajmują specjalistów od konkretnych rzeczy. O ile nie mam nic przeciwko, żeby ktoś zajął się marketingiem lub wyglądem bloga, to przeraża mnie, że niektórzy już wynajmują ludzi do pisania, czyli serce bloga tak naprawdę umiera.

Wydaje mi się, że kiedyś blogi były prawdziwsze. Nikt tak naprawdę nie chciał zostać ideałem, pisało się o różnych sprawach. Blog bardziej przypominał pamiętnik, a to nadawało mu autentyczności. Liczył się kontakt z czytelnikiem, nikt nie walczył za bardzo o wygląd, liczyła się treść.

Zastanawiam się właśnie, czy chcę dalej w tym trwać. Czy dać się dalej ponieść całemu temu oszustwu. Co prawda nie mam bloga lifestylowego, gdzie pokazuję Wam moją codzienność od kuchni, ale i pojawiło się wiele wątpliwości.

Już raz usunęłam bloga, ale przyczyny były zupełnie inne, może trochę błahe. Teraz mam naprawdę poważną podstawę.

A Wy? Blogerzy – chcecie w tym nadal tkwić? Czytelnicy – wierzycie w prawdziwość blogosfery?

Zostań wybrańcem i otwórz Skrzynię Skarbów z luksusowymi dodatkami!


Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on Twitter
  • Moje dziecko idzie do szkoły –

    Nie dawno zaczęłam blogować i dopiero teraz uświadomiłam sobie, że komentarze pod wpisami na ogół nie są „prawdziwe”. Dotarło do mnie, że często jest to podlizywanie się innych blogerów lub chęć zaistnienia. Może jednak się mylę. Jeszcze mam trochę nadziei, że są prawdziwi czytelnicy 🙂

    • Prawdziwi czytelnicy zazwyczaj się nie odzywają 🙂 Są cichymi odbiorcami. Dobrze wiedzieć, że są. Lubię google analytics z tego powodu 😉

  • Nie tylko Ty masz takie dylematy. Mnie tego typu myśli gnębią nieustannie i non stop się z nimi tłukę. Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu podrasowuje swój wizerunek w necie, ale masz rację – coraz częściej wygląda to tak, że ludzie kreują w sieci coś jakby alternatywną rzeczywistość. Coraz więcej blogów powstaje nie z chęci blogowania, a z chęci zarabiania – nie widzę w tym generalnie niczego złego, o ile mieści się w granicach rozsądku (można przecież znaleźć równowagę). Ale niektórym ta kasa oczy przesłania i liczą na łatwy zarobek. Sporo jest lizania dupy, ale są też i szczerze zaangażowani czytelnicy – cóż, najczęściej to inni blogerzy. W każdym bądź razie bardzo ubolewam nad tym, że wyznacznikiem wartości bloga staje sie ilość lajków, ilość wysłanych smsow czy uniklanych uzytkowników,

    • No właśnie, niektórzy patrzą na ilość lajków i platformę na jakiej znajduje się blog. Jeżeli jest 1000 fanów – można tam zostać. Jak blog jest trochę brzydszy, często jest już na wstępie skreślany. Kiedyś tego nie było :/ Strony były brzydkie, a i tak liczyła się treść!

      • Sporo jest teraz możliwości, by podrasować wygląd bloga – ale nawet najpiękniejsza oprawa graficzna na dłuższą metę nie będzie w stanie ukryć kiepskiej treści. Z drugiej zaś strony większość ludzi szuka w necie pierdół nie skłaniających do myślenia – najlepiej, jak są ładne obrazki. Ich zbójeckie prawo.
        Ale proszę, nie uciekaj z blogosfery. Sa tacy, co zaglądają do Ciebie z innych pobudek niż fejm;)

        • Ojj… no nie wiem. Ja znam wiele blogów, które są strasznie słabe pod względem treści – tematy powielane z wielu innych blogów i kanałów na youtube, wręcz bezczelne rżnięcie od innych, a jednak… są ładne i mają dużo fanów. I wtedy zastanawiam się, czy ludzie są głupi, czy po prostu są leniwi i nie potrafią szukać w internecie po czym biorą tylko to, co im się pod nos podtyka – gotowe odnośniki np. z fejsa. To rozleniwienie jest wręcz oszałamiające!

          • Zgadzam się niestety. I też naprawdę boli mnie to, że często forma bierze górę nad treścią. Coż, kariery w blogosferze nie zrobię, ale i tak nie zamierzam póki co stąd uciekać.

  • Wlasnie wystarczy spojrzeć na komentarze. Zauważyłam nawet to na Twoim blogu, albo jak sama swojego prowadziłam. Jak wrzuci sie post o tablecie albo na temat rysunku, to połowa komentarzy zaczyna sie od „ja sie na tym nie znam” i właściwie nic nie wnosi do niczego

    • Dokładnie, na moim blogu to chyba widać najlepiej 🙂 Naciągane komentarze, żeby tylko do kogoś zajrzeć i odwdzięczyć się tym samym. Mam jednak na to filtr założony 😉 Widzę, kto naprawdę się zainteresował, kto komentuje, bo mnie lubi, a kto ma mnie kompletnie w d… i tylko liczy, że nabiję mu wejścia. Są też osoby, które znają mnie z mojego lifestylowego bloga bigeyes i po prostu piszą u mnie, bo się już doskonale znamy, a w tematyce niekoniecznie siedzą. Takim osobom wybaczam 🙂

  • Gdzieś już to pytanie nasunęło mi się kiedy w sieci zaczęły krążyć teksty na temat jakiejś dziewczyny, która na instagramie przedstawiała właśnie takie wyidealizowanie życie, które z rzeczywistością nie miało za wiele wspólnego. Zapaliła się lampka po co robić coś takiego. Przecież to na dłuższą metę męczące. A jednak. Dla poklasku, podziwu, fanów człowiek jest w stanie zrobić wszystko. W sumie to nigdy nie chciałam pisać o swoich troskach czy problemach. Ludzie mają wystarczająco swoich zmartwień, żeby jeszcze czytać o cudzych. A poza tym bądźmy szczerzy jakieś 90% z nich w ogóle to nie obchodzi. Nie kreuje swojego życia na takie jakie chciałabym, żeby było. Omijam prywatę. Ale czasem pozwalam sobie na to, żeby tekst przesiąkł moją złością czy smutkiem. Do rzeczywistości temu daleko. Wiem i zdaje sobie z tego sprawę. Ale nie kreuje się na tą idealną i perfekcyjną. Bo nią nie jestem. 🙂

    • Tak Milenko, słyszałam o tej dziewczynie z insta 🙂 Podobno zrezygnowała, bo nie czuła się sobą. Kreowała jakąś nową rzeczywistość – jeździła w różne miejsca tylko po to, żeby zrobić zdjęcia, a nie dlatego, żeby tam spędzić czas. Nie mam nic przeciwko prawdziwym emocjom – każdy się wkurza i złości i ma prawo o tym powiedzieć. W życiu nie kierują nami tylko pozytywne doznania. Myślę, że jak to robimy, jesteśmy bliżej autentyczności. Natomiast jeżeli wzbudzamy w innych emocje, żeby mieć milion wyświetleń to takie zachowanie moim zdaniem mija się z celem.

      • Jasne jeśli robi się coś pod publikę to wtedy nie ma to większego sensu. Bo oszukiwać innych ok może to jakoś ujdzie płazem, ale samego siebie to już trochę słabe.

  • Jak czasem przeglądam grupy blogowe na facebooku to mam wrażenie, że co druga „blogerka” interesuje się modą, urodą i o zgrozo…fotografią. Tylko ile w tym prawdy, a ile chęci uzyskania czegoś za darmo? Niektórym też tak naprawdę nie chce się czytać, wiem to po niektórych swoich dłuższych postach gdzie komentarze dotyczą tylko i wyłącznie zdjęć, a nie treści. A już uwielbiam takie sytuacje, gdzie wrzucam zdjęcia moich modelek, a ktoś pisze, że jestem bardzo fotogeniczna 😉 Na swoim blogu poruszam mało prywaty, piszę o tym co lubię i mnie interesuje i co najważniejsze, prowadzę tego bloga bo po prostu lubię 🙂 Może i mam garstkę czytelników, ale przynajmniej wartościowych 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Taak 🙂 Teraz dosłownie każdy zna się na wszystkim 🙂 To jest właśnie najgorsze i jednocześnie bardzo niebezpieczne.

  • Hmmm…i w tym momencie pojawia się pytanie, czy nie pokazywanie całej prawdy jest tożsame z kłamstwem? Czy jeżeli pokażę swoje superhiper wymuskane śniadanko zjedzone w jednej z lepszych knajp w mieście i nie wspomnę przy tym, że ciężko choruję, to oszukuję czytelników? Czy jeżeli napiszę tekst o byciu pozytywnym i opublikuję go w momencie, gdy życie mi się wali, to oznacza, że kłamię? Ja absolutnie nie mam problemu z pisaniem na blogu o swoich słabościach, gorszym dniu. Jednakże wszystko ma swoje granice i są kwestie na tyle osobiste, że choćby skały srały, to ich nie poruszę ;). Myślę, że twórcy blogów często stoją przed dylematem pt. „Napisać o tym, co czuję i co chcę wykrzyczeć całemu światu czy może skupić się na tym, co czytelnik chce przeczytać?” Osobiście od początku wiedziałam, że pisanie pod publiczkę nie jest dla mnie, choćby nie wiem z jakimi profitami miałoby się to wiązać. Niemniej jednak świadomie filtruję, jakie treści na mój temat trafią do sieci. Myślę, że to naturalne. Najważniejsze, żeby mieć do tego wszystkiego dystans – zarówno jako twórca i odbiorca treści i nie traktować internetu tak jakby był kalką rzeczywistości, tylko jak narzędzie przydatne w wielu kwestiach, rodzaj sztuki i zabawę :).

    • Hmm.. ja aktualnie pokazałam swoje idealne śniadanko, a jestem chora. Nie uważam tego za kłamstwo 😉 Pokazywanie samego wymuskanego śniadanka nie jest złe. Natomiast jeżeli bloger pokazuje je codziennie i daje tym samym do zrozumienia, że tak wygląda jego rzeczywistość: je z cudownej miseczki, obok leżą kwiaty, jest ubrany w idealnie czystą pidżamkę, a wszystko to ma charakter slow i wygląda na totalną sielankę i nagle pisze, że pracuje zawodowo od 8 do 16 to ja się pytam, gdzie tu jest prawda? Ja rozumiem, że blogowanie i vlogowanie ma charakter wybiórczy i tutaj nie widzę nic złego, naprawdę. Jednak niektórzy są prawdziwymi hipokrytami: piszą teksty specjalistyczne, a np. nie mają do tego uprawnień! Ileż to się porobiło teraz specjalistów od wszystkiego: psychologów, lekarzy? Znam ludzi, którzy przez specjalistów od wujka google mieli poważne problemy zdrowotne! Na blogach nie ma 100% prawdy, a ludzie, którzy sami twórcami nie są, wcale o tym nie wiedzą. Ślepo wierzą i mają zaufanie, a powinni raczej dokładnie weryfikować każdą informację…

      • Rzeczywiście mamy obecnie plagę samozwańczych ekspertów. Niestety całych internetów nie oświecimy :<. Dobrze chociaż, że same mamy świadomość " z czym to się je" :).

  • Zależy jakie blogi czytasz. Ja najczęściej specjalistyczne i tam nie ma takich problemów… A jeśli tzw. lajfstajlowe, to przecież chyba oczywiste, że autor/ka pokazuje WYCINEK „swojego życia”. Ludzie dzielą się też swoimi problemami i potknięciami, ale przecież mało kto chciałby czytać taki typowy pamiętnika (tak wg Ciebie autenty :)… A przynajmniej mnie takie rzeczy nie interesują 🙂

    • Na specjalistycznych to jest czasem prawdziwa komedia 🙂 Nie mówię, że jest tak wszędzie, ale często ktoś podaje się za specjalistę w danej dziedzinie, a tak naprawdę nie ma żadnych uprawnień. O ile to jest coś związanego np. z rysowaniem, grafiką, webdesignem (te dziedziny najszybciej przyszły mi do głowy), to jeszcze jest pół biedy. Gorzej jak się jakiś samozwańczy psycholog albo lekarz pojawi. Może ludziom zrobić krzywdę… 😉 Fakt, ludzie teraz nie chcą czytać czyichś pamiętników. Podążają ślepo za pięknem i emocjami 😉 Liczą się ładne obrazki i pseudo-rady, które tak naprawdę nic do życia nie wnoszą. Współczesny człowiek tak lubi, jak coś mu się podtyka pod nosek, najlepiej jeszcze, żeby nie musiał przy tym myśleć. Poezji też nie chcą czytać, bo „taka trudna i nudna” – no cóż, trzeba trochę ruszyć przy tym mózgownicą. To jest po prostu smutne…

  • To prawda, że kiedyś na blogach liczyła się treść… Czasami przeraża mnie kiedy znajomi mówią mi „fajny ten twój blog- ładne ma zdjęcia- ale na Boga po co piszesz takie długie teksty?” …:D… I wtedy się właśnie zastanawiam, czy my w ogóle potrafimy jeszcze czytać nie „informacje” a „treści” 😉

  • Ostatecznie nie ma co się frustrować. Fałsz na blogach widać po przeczytaniu kilku postów zaledwie. Ja, mimo że od roku regularnie bloguję, również – z zamiłowania – czytam blogi. Na początku swojej kariery pododawałam do zakładek mnóstwo blogów, które mnie totalnie rozwalały (w sensie pozytywnym), nie mogłam doczekać się kolejnych tekstów. Dzisiaj wśród tych blogów jest raptem garstka. Mogę policzyć na palcach obu rąk maks.
    I dzięki temu dużo bardziej doceniam tych, którzy z upływem czasu nie zawiedli. Tych, którzy w zakładkach pozostali.
    To, o czym piszesz to dobra wiadomość dla tych najbardziej autentycznych.

  • Nie wyobrażam sobie, że ktoś mógłby pisać na moim blogu za mnie treści…Przecież to jest mój blog . Poza tym jestem pewna, że czytelnicy od razu by się zorientowali. Czytelnicy naprawdę są wyczuleni na tego typ fałsz.
    Poza tym wydaje mi się, że każdy w Internecie kreuje taki świat jaki chciałby mieć. Nie wierzę w idealne domy, rodziny, dzieci. Owszem ja mam dobrego męża, który bardzo pomaga mi z blogiem i teraz vlogiem, robi zdjęcia, nagrywa, jak się coś popsuje to staje na głowie, żeby szybko to naprawić, ale mam za to masę innych problemów o których nie mówię na blogu. Ponieważ są moją strefą intymną i wiem, że jest kilka osób, które czytają mojego bloga, które nie chciałabym aby dowiedziały się o pewnych rzeczach. Bo są to osoby, które czytają i czekają tylko aż potknie mi się noga. Poza tym na dłuższą metę kto chciałby czytać wieczne marudzenie? To jest dopiero wystawienie się na hejt. A niestety nie wszyscy sobie z nim dobrze radzą…
    Ja mimo tej całej modzie na slowlife, slowfashion itd staram się być sobą. Jasne robię czasem zdjęcia w pościeli z owsianką, bo chcę sprawdzić czy tez umiem, czy też mogę! Poza tym wizualnie mi się po porstu podobają. Dzięki temu przynajmniej zaczęłam jeść zdrowe śniadania :D. Ale oprócz owsianek wstawiam też moje tłuste obiady, bo kocham je tak samo:D.
    Poza tym tak sobie myślę, że gdybym zaczeła opisywać wszystkie moje problemy z jakimi się zmagam w moim życiu to ludzie chyba by mi nie uwierzyli i zaczęli współczuć. Poza tym to by było ciekawe jak każdy by zaczął pisać o swoich problemach i zaczęło by się : ja mam gorzej…no co Ty ja to dopiero mam gorzej! itd, itd.

    Ja kocham blogowanie, pisanie. To moja pasja. Dlatego mimo tego, że ludzie zakładają modne blogi dla pieniędzy, czy dla popularności nie przekona mnie to do zamknięcia bloga. Nie ma co oglądać się na innych. Trzeba robić to co się kocha 😉

    • Jeżeli zmiana dzięki blogowaniu ma charakter pozytywny, np. rozwijamy się, wprowadzamy dobre nawyki żywieniowe itd. to uważam, że to jest naprawdę super! 🙂 Tylko widzisz, niektórzy zatracają przy tym zdrowy rozsądek i a) tracą przy tym osobowość b) okłamują innych, bo w rzeczywistości wcale nie robią niektórych rzeczy codziennie i wcale ich życie nie jest poukładana tak, jak to kreują na blogu 🙂 Mi się podoba, że niektóre blogerki po prostu piszą, że mają świetny organizer, umieszczają go na blogu i informują, że bardzo im ten organizer pomaga. Jednak zaznaczają, że wcale idealne nie są i zdarza im się wcale nie planować wszystkiego, albo nie wykonują wszystkich zadań z listy. To jest szczere i o taką prawdę mi właśnie chodzi. Nikt nie musi zdradzać swoich smutnych problemów, ale pokazać, że się jest w tym wszystkim człowiekiem. Niestety nie wszyscy tak robią i kreują cukierkowy, idealny świat 🙂 Np. robią tak blogerki parentingowe. Ja to już mam po prostu odruch wymiotny jak widzę te idealnie ubrane dzieci i idealną mamę, która tak bardzo sprawdza się w swojej roli: śpiewa, tańczy i gotuje, a przy tym tak zadziwiająco dobrze wygląda 😀 A przecież czasem się wkurzy, czasem na pewno krzyknie na dziecko i da mu karę, albo nie zdąży zrobić tapety między wstawianiem prania, a robieniem kaszki 🙂

      • Haha śpiewa tańczy i gotuje- padłam przy tym ;D ale wiem co masz na myśli 😉 i na pewno dziecko nigdy na nią nie ulało;) bo to dziecko wyjątkowe 🙂

        • Tak, dokładnie 😀 Jakbym ja miała być blogerką parentingową to pisałabym szczerze: że nienawidzę karmić piersią i dziecku najchętniej podałabym butelkę już w szpital, że po każdej nocce nieprzespanej czuję się i wyglądam jak zombie, a dziecko zostawia mi czasem prezenciki po jedzeniu na mojej bluzce za miliony monet 😀 No i to już by nawet było ciekawsze.

  • Pierwsze zdania to jakbyś czytała w moich myślach.
    Też znam jedną z takich zmienionych blogerek osobiście. Kilka lat temu razem nawet pracowałyśmy.
    I co teraz? Zmiana o 180 stopni. Nic, dosłownie nic w niej nie zostało z tej prawdziwej. Wszystko inne. Począwszy od wyglądu, a skończywszy na upodobaniach i ulubionych rzeczach, które uwielbia pokazywać u siebie. Ha, kiedyś nawet jej kreatywność mocno kulała 😛 A o fotografii nie wspomnę…
    Ale powiem tylko jedno – to zmiana na pokaz, dla odbiorcy. Czytelnicy mają się zachwycać, mają widzieć tę (naciąganą) idealność, (ułomną) kreatywność i pomysły, które w znacznej większości nie wyszły nawet od niej. Niechaj wierzą w tę piękną bajkę – wiem, że ta kiedyś pryśnie jak bańka mydlana 😉

    A co ja na to? A ja na przekór, jak zwykle. Czysta żywa prawda. Jak wejdę w g… na inwentaryzacji, to nie piszę, że tu tak pięknie fiołkami pachnie. Tylko wrzucam zdjęcie z mycia butów 😉 Jak coś się nie udaje to się wściekam i to ujawniam.
    Może też dlatego, że jestem bardzo szczera i bezpośrednia 😛

    A pisanie innych… Nikomu nie oddam mojego pisania 😉 Mam z tym taką zabawę, że co najwyżej mogę oddać mycie naczyń i okien, jeśli ktoś już koniecznie chce mnie w czymś wyręczyć 😀
    I inwentaryzacji też nie oddam 😀 Choćbym znów trafiła do piwnicy z awarią kanalizacji 😀

    • No i super 🙂 Z takim podejściem na pewno daleko zajdziesz. Liczy się szczerość!

      • Hm… czy zajdę, to jest wątpliwe 😉 Póki co obrywam łopatą 😛

  • Jako czytelniczka, wierzę w prawdziwość blogosfery. Jeżeli gdzieś nie czuję tego, odchodzę. Tam w górny rogu, po prawej stronie jest taki magiczny przycisk. Korzystam zawsze wtedy, kiedy jedyne co chcę napisać, to hejt. Jako blogerka, nie czuję, że koloryzuję swoją rzeczywistość. Ona się sama zmienia pod wypływem bloga. Np. zdjęcia, są pewną kreacją, nie przeczę, ale… Rozwijam swój warsztat, robię coraz lepsze zdjęcia. Podobnie jest z pisaniem. Może się wydawać, że coś kreuję, bo zmienia się mój warsztat. Nie kreuję ideału. Po prostu jest to naturalny proces nauki. Na wielu blogach z resztą to widać. Ten „ideał” pochodzi włożonego wkładu w naukę, rozwój nie z chęci oszukiwania innych.

  • Nigdy nie kreowałam się na idealną osobę. W moich tekstach próbuję zainspirować ludzi do poprawy swojej organizacji, pracy nad sobą czy też pozytywnego myślenia. Przyznaję się w nich również do tego, że ja ciągle pracuje nad sobą, że tez miewam negatywne myśli i że nie ma ludzi idealnych. Czy okłamuje kogoś? Nie sądzę, mam tylko nadzieję, że do kogoś moje teksty dotrą i może komuś pomogą albo ułatwią funkcjonowanie w dzisiejszych czasach. Sama sobie też pomagam przez ich pisanie 🙂

    Pozdrawiam 🙂

  • Ja wierzę w blogosferę, ale wybieram część w którą wierzę…Dużo w tym świecie fikcji i udawania, pisania na pokaz i dla zarobku – nie lubię tego, chociaż sama chciałabym zbijać kasę;) Ważne by nie stracić szacunku do siebie, pisać prosto z serca…Moje życie nie jest idealne, rano po przebudzeniu straszę wszystkich domowników, dlatego innym chcę oszczędzić zdrowia i nerwów. Seflie pstrykam po wykonaniu makijażu:)

  • O matko! To już nigdy nie będę świetną blogerką, bo mam psa, który od paru dni choruje i do tego jeszcze ciężko go poskromić! 🙂

    A tak poważnie to faktycznie można zaobserwować taką tendencję. W sumie odkąd tylko weszły portale społecznościowe typu fotka, nk, potem fb widać już było, że ludzie dużo udają. Szczególnie Ci niedowartościowani, chcą podbić swoje ego i kreują się na osoby, którymi nie są. Dla popularności podlizują się innym, czy przedstawiają tylko te cechy swojej osobowości, które mają wzbudzić podziw czytelników.

  • Wydaje mi się, że „prawdziwość” bloga zależy od tego co jest motywacją do jego pisania. To znaczy- jeśli ktoś zakłada bloga po to, by 1. się nim afiszować, 2. by komuś coś udowodnić, 3. pochwalić się swoim życiem, to taki blog owszem będzie zakłamany. Ale jeśli blog ma być dla nas samych „pamiętnikiem”, czy ma oferować jakieś specjalistyczne treści dla innych, to jest jak najbardziej prawdziwy 🙂

  • Losgrafikos to blog o grafice komputerowej, rysowaniu, kreatywności i sztuce.

    Znajdziesz tu również tutoriale, grafiki do pobrania i masę inspiracji!

  • Newsletter

  • Instagram