Najgorsze teksty blogerów

Blog o grafice komputerowej i rysowaniu
Śledź mnie

Najgorsze teksty blogerów

By Justyna   /     Lut 09, 2016  /     Blog  /     , , ,

Są takie teksty, których wybitnie nie lubię czytać na blogach. Stworzyłam więc listę najgorszych tekstów blogerów i po chwili ze smutkiem stwierdziłam, że….. sama się nimi posługuję. Trzeba wreszcie zwalczyć to dziadostwo.


Jestem pewna, że też się z przynudnawymi, głupimi tekstami blogerów spotkaliście. Pewnie przez chwilę myśleliście „jak oni mogą”, ale zapominaliście szybko. Po pewnym czasie trafiliście na innego bloga, gdzie znowu przeczytaliście to samo. Zapewne myślicie: „To jakaś epidemia?”. Najgorsze teksty blogerów to takie, które sprawiają, że masz ochotę nigdy nie wracać.

Miałam taką sytuację kilka miesięcy temu. Wchodzę na jednego z moich ulubionych blogów. Zawsze szukam tam inspiracji i nie było nigdy przypadku, żebym się rozczarowała. Niestety do czasu.

Przeczytałam jeden z najgorszych tekstów polskiej blogosfery i po prostu wysiadłam, a na bloga już nie mam zamiaru wracać.

Myślę, że każdy szanujący się bloger powinien unikać poniższych tekstów. Potrafią bowiem wyprowadzić z równowagi oraz sprawić, że tracimy o autorach dobre zdanie.

Najgorsze teksty blogerów – tego musisz się wystrzegać

1)” Przepraszam, że tak długo nie pisałem/łam, ale… „– Kombinacji tego zdania jest tak wiele jak konstelacji gwiazd na niebie. Najczęściej słyszymy „..ale nie miałem czasu”. Co mnie najbardziej denerwuje? Fakt, że nie ma w nim ani polotu, ani finezji, a poza tym tylko winni się tłumaczą. Sama też tego zdania używałam, ale czas najwyższy się oduczyć.

2) „Lajkujcie, subskrybujcie, udostępniajcie (tam na dole jest przycisk!)” – Doszłam do wniosku, że nie lubię tego tekstu szczególnie u vlogerów, ale na blogach jest to równie denerwujące, bowiem robimy idiotę z czytelnika. Przecież on doskonale wie, gdzie jest przycisk! Żebrolajki i nagabywanie nie jest fajne.  Zdarzało mi się odsyłać Was w oczywiste miejsca, ale przysięgam uroczyście, że więcej tego nie zrobię.

3) „W tym wpisie dowiesz się jak w 2 minuty wyszczotkować zęby nogą! To jedyny i niezawodny sposób!” – Oczywiście zmieniłam teraz powyższy tekst na własną korzyść. Generalnie chodzi mi o bezczelne zachwalanie swoich wypocin. Obietnice są ogromne, a po przeczytaniu artykułu czuję, że niczego nowego się nie dowiedziałam, a autor mnie nie zaskoczył. Robienie czytelnika w balona jest do de i koniec!

4) „To tylko moje zdanie, nie musicie się z nim zgadzać” – Wydaje mi się, że każde wypowiedziana opinia jest nasza. No, chyba że autor artykułu przejął opinię innego blogera, ale to nie zmienia faktu, że się z nią identyfikuje. Druga część tego zdania jest chyba jeszcze gorsza. „Nie musicie się ze mną zgadzać” = nie hejtujcie mnie i nie wyrażajcie swojej opinii. To tak naprawdę gwóźdź do trumny. No i kolejny raz: po co się blogerze tłumaczysz?

5) „Dużo osób o tym pisało, ale ja przedstawię temat inaczej” – Czytasz i zaczynasz wierzyć, a po chwili orientujesz się, że to nic nowego, wracamy do punktu 3. Czytelnik zrobiony w balona. Nieładnie…

6) „Dowiesz się, jak polecieć w kosmos, ale sam takiej podróży nigdy nie odbyłem” – Ostatnio czytałam coś podobnego, kiedy szukałam przepisu na ramen. Autor japońskiego bloga podał recepturę, a dopiero później nadmienił, że to czysta teoria, sam nigdy nie zrobił cudownej zupy, którą tak zachwala.  Przypadek najgorszy z możliwych! Zdarzają się też osoby niekompetentne, ale to już temat rzeka, którym zajmę się w osobnym poście.

To chyba już wszystko, o czym chciałam powiedzieć. Uff, czuję się lepiej. Mam zamiar poprawić się i Wam też radzę. Którego z powyższych tekstów używaliście? Jeżeli Was denerwują inne, mało oryginalne teksty blogerów, koniecznie mi o nich napiszcie.

Pozdrawiam ciepło

 

Zostań wybrańcem i otwórz Skrzynię Skarbów z luksusowymi dodatkami!


Share on FacebookPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on Twitter
  • Staram się tego unikać jak ognia, bo mnie również strasznie te teksty wkurzają. No ale chyba każdy z nas takie wtopy zalicza – w mniejszym lub większym stopniu. Dorzuciłabym jeszcze: „dlaczego odlajkowujecie mojego fanpejdża, co się dzieje???” oraz „to o czym mam dziś napisać?”.

    • O tak! Racja! Faktycznie takie teksty się zdarzają. Gdzie Ty byłaś jak pisałam ten artykuł? 😉

  • Jeśli chodzi o punkt 4, to fakt, często jest on używany (mi również czasem zdarza się użyć), ponieważ (patrząc po swoich „przygodach”) większość osób czytających potrafi na nas naskoczyć, mają do nas pretensje, więc lepiej na wszelki wypadek napisać taką wzmiankę. Pamiętam jak kiedyś napisałam wpis o tym jak się zorganizować, nie było to w stylu poradnika i wszystko pisałam tak, jak ja to robię i co na mnie „działa” – miała to być taka podpórka/podpowiedź dla innych, którzy mają z tym problem. Nie pisałam co mają robić krok po kroku i że akurat ten sposób będzie dobry. Polała się fala krytyki, jedna wielka nagonka, że przecież nie na każdego to działa i dlaczego ja tak radzę. Niestety nie zawsze to co napiszemy jest odbierane jako nasze zdanie, z którym nie trzeba się utożsamiać, większość odbiera to całkowicie inaczej, a szkoda.

    • W takiej sytuacji rzeczywiście warto nadmienić, że sama wypróbowałaś te sposoby i na Ciebie działają. Tutaj raczej nie widzę nic złego. Natomiast denerwuje mnie, jak ktoś wyraża swoją opinię, np. taką, że lubi się codziennie malować, a ktoś pisze: „no jak tak możesz! Makijaż niszczy urodę itd.” i wtedy bloger wdaje się w głupią dyskusję (dał się sprowokować przez hejtera) i żeby załagodzić sytuację pisze: „To tylko moje zdanie, nie musisz się z nim zgadzać”. Ja z takimi ludźmi nie rozmawiam. Są na tyle mało inteligentni, że wyrzucam ich komentarze 😉 Po co sobie nerwy szarpać?

      • I dobrze robisz 🙂 Niestety, nigdy nie wiemy na jakiego czytelnik trafimy.

  • 4 nie jest wcale taka prosta. Na moim blogu ostatnio wyszła z tego afera. Jakiś jegomość śmiał zwrócić uwagę jednej z moich stałych czytelniczek, że uogólnia i wypowiada się za wszystkich. Ona mu tłumaczy, że to jest jej opinia i to chyba oczywiste skoro się pod nią podpisuje swoim imieniem/nickiem. No według niego nie było to oczywiste i za każdym razem jak coś piszesz to powinnaś dodać – to jest moja prywatna opinia. No jednym słowem idiota, jakich mało. Wkurzył ją i mnie. 😉

    Myślę, że każdy z nas popełnia jakieś tam błędy, bo tylko ten kto nie ryzykuje, nie próbuje nowych rzeczy jest bez skazy. Najważniejsze to uczyć się na nich. 😉

    • Inaczej jest z czytelnikami. Generalnie wydaje mi się, że bloger nie powinien wdawać się w głupie dyskusje, nie powinien dać się sprowokować. Tak szczerze? Ja wywalam hejterów, po prostu. Usuwam komentarze, które mi się nie podobają, hejterów bardzo szybko odsyłam do domu 🙂 Nie jest mi żal, jak mnie odlajkują. Raz mi się podobna sytuacja zdarzyła. To był taki „miły hejt”, w którym dziewczyna stwierdziła, że się ze mną nie zgadza (ma do tego prawo), ale przy okazji mnie obraziła. Nawet z nią nie rozmawiałam, komentarz poszedł do śmietnika 😀 Nie mam zamiaru się komuś tłumaczyć 😉

      • Sama stosuje podobne praktyki, dlatego gościu już nic nigdy wiecej u mnie nie napisze ;D

  • Popełnianie błędów rzecz ludzka wiadomo. Ważne, żeby z nieudanej próby wyciągnąć odpowiednie wnioski i więcej się w takie rzeczy nie bawić. Po prostu. Kiedyś miałam zapędy do przepraszania czyli punkt 1 i do proszenia o lajki. I choć nadal miałabym na to ochotę zwłaszcza na to drugie to tego nie robię, bo powiedziałam sobie, że powoli, może nawet jak żółw ale zbiorę swoje lajki, udostępnienia i inne tego typu fanty, które bądź co bądź blogerowi są potrzebne i cenne dla niego. 🙂

    • Myślę, że można jakoś delikatnie zasugerować, żeby ktoś nas polubił, albo dać mu coś w zamian, ale żebranie jest niefajne. Ja często proszę o komentarze, ale np. zadaję czytelnikom pytanie. Unikam natomiast takiego: „komentujcie, piszcie, plissss” 😀

  • 6 punkt jest tak prawdziwy… Pełno jest tych wszystkich „ekspertów” na każdą dziedzinę, a zasada „nie znam się, ale się wypowiem” pasuje tutaj poniekąd idealnie! 😉 Irytujące wielce.

    • Niestety tak właśnie jest… My, blogerzy jeszcze potrafimy zweryfikować, kto „naciąga”, ale są ludzie, którzy wchodzą na blogi i nie zastanawiają się, czy ktoś faktycznie zna się na rzeczy. Najgorzej mnie denerwują te wszystkie porady „zdrowotne” i stawianie diagnoz na podstawie objawów. Kiedyś wiele razy się na tym przejechałam!

  • Dzięki! Dopiero zaczynam ogarniać życie w blogosferze i dobrze wiedzieć, czego inni nie znoszą. Sama zarówno zaczynam pisanie jak i czytanie blogów 🙂 A już kilka „najgorszych tekstów” się u mnie znalazło 😀

  • Faktycznie najbardziej chyba drażnią teksty, które są tendencyjne lub nic nie wnoszą, ale mam czasem takie wrażenie, że dany tekst, który publikuję jest „słaby” a cieszy się najwiekszą popularnością.. Też to zauważyłaś ?:)

    • Oj tak, zauważyłam. Mam taki jeden wpis na blogu. Jest beznadziejny, ale wygrał w nim po prostu pomysłowy obrazek 😀 Jest niemiłosiernie brzydki, ale bije rekordy popularności 😉

  • Najbardziej chyba denerwuje mnie punkt 2. Jeżeli podoba mi się jakiś wpis, film, czy w ogóle cała twórczość blogera/vlogera to lajkuję – przypominanie o tym po każdym wpisie czy filmiku po prostu mnie irytuje. No ale każdy popełnia błędy, najważniejsze jest aby przyznać się do nich i przestać je robić 🙂

    • Chyba częściej właśnie vlogerzy tak zamęczają ludzi o łapki 🙂 Ja też nie potrzebuję, żeby ktoś mi o tym przypominał. Jak filmik mi się podoba to wciskam łapkę z automatu.

  • Oj, to ostatnie chyba najgorsze, ale nie wiem, czy się z tym kiedyś spotkałam. Nic mi się w tym temacie nie przypomina, więc chyba dobrze świadczy to o blogerach, których czytam. 😉

    • Od pseudo specjalistów aż się roi w internecie, ale nie jest łatwo ich rozpoznać 🙂 Teraz każdy za sprawą kilku kliknięć i kasy może mieć profesjonalnie wyglądający blog. Trochę tupetu, trochę przeczytanych książek i tak rodzi się specjalista 🙂 Jeżeli na nich nie trafiasz to masz szczęście. Ja się chyba włóczę po jakichś dziwnych stronach.

  • Na mnie działa jak płachta na byka właśnie ten tekst mówiący o zdaniu blogerki, z którym nie wszyscy muszą się zgadzać. Widzę wtedy szarą myszkę, która przeprasza swoich czytelników, że żyje. Ale jeszcze lepsze jest kiedy piszą, że spróbują zrecenzować coś bardzo obiektywnie 😀

    • Dokładnie, to jest szczególnie irytujące. Po co w ogóle wyrażać swoje zdanie, skoro za chwilę „prawie” się go wypieramy . Według mnie takie mówienie: „to tylko moja opinia” świadczy o tym, że po prostu bloger boi się swoich czytelników.

  • dwójka jest zdecydowanie najbardziej wkurw*** lubię zaglądać na nowe blogi… ale jak mnie coś , na którymś szczególnie wkurzy, nie wracam wiecej, chocby i pioro dobre bylo

  • Jeżeli chodzi o punkt czwarty to chyba nie chodzi obrót, czy opinia jest blogera. Zwyczajnie bez tego stwierdzenia pewna grupa niezbyt rozwiniętych osób bedzie sie oburzać, ze wielka pani/pan z blogerki/blogera, bo coś nakazują 😀

  • MC

    Ja nie lubię „przepraszam, że tak długo nie pisałam”, tak słabo brzmi. Nie przeszkadza mi, jeśli ktoś długo się nie odzywa i nie lubię słuchać tłumaczeń bez sensu 😉

  • Losgrafikos to blog o grafice komputerowej, rysowaniu, kreatywności i sztuce.

    Znajdziesz tu również tutoriale, grafiki do pobrania i masę inspiracji!

  • Newsletter

  • Instagram